Forum Hondy Varadero
http://hondavaradero.pl/phpBB3/

Maroko w jesiennej scenerii
http://hondavaradero.pl/phpBB3/viewtopic.php?f=46&t=3135
Strona 1 z 2

Autor:  Grzesiek [ Wt lis 08, 2011 8:01 pm ]
Tytuł:  Maroko w jesiennej scenerii

Propozycja wyjazdu do Maroka narodziła się w styczniu , podjęliśmy z kolegami decyzję w kilka minut - jedziemy :lol: . Finalnie okazało się że z naszej dziesiątki wypadł jeden kumpel któremu pokrzyżowały plany sprawy zawodowe . Zmniejszeniu uległ skład drugiej grupy za sprawą niepoważnego dealera z Warszawy ... Ostatecznie wyjechało 12 motocykli w dwóch grupach , pierwsza została w Hiszpanii i Portugalii , my pojechaliśmy do Maroka .
Przeprawę promową mieliśmy o 10.00 rano i już po godzinie wjechaliśmy na czarny ląd :wink: :lol: . Odprawa na granicy Marokańskiej poszła dość sprawnie , mieliśmy wydrukowane dokumenty odprawy już w Polsce . Na granicy tylko jeden dokument , trzy stempelki i przy pomocy " hellomy friendów" za parę euraków przeskoczyliśmy przejście graniczne . Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne , droga do TETOUANu prowadzi bardzo dobrej jakości drogą wzdłuż morza . W TETOUANie szukamy punktu wymiany walut , na skrzyżowaniu podjeżdża uśmiechnięty lokales na komarku, zagaduje,wita się i proponuje pomoc . Bardzo miły akcent na powitanie ale jesteśmy pewni że nie będzie tak zawsze , przecież muszą oskubać niewiernych :lol: . Wymieniamy kasę , na ulicy podchodzi przesympatyczny jegomość , wymieniamy uprzejmości i uściski , zapewnia nas że Maroko to wspaniały kraj i bardzo życzliwi ludzie ... Hmmmm zobaczymy . Zmotoryzowany lokales prowadzi nas do medyny - tak nazywa się stara część każdego miasta - chcemy coś zjeść . Trafiamy do knajpy dla turystów , dobre żarcie , parę występów i skubanie niewiernych na koniec . Już wiemy że nie ma nic za darmo , ale było fajnie :wink: .
:lol: Jedziemy na południe , nocleg mamy zaplanowany w CHEFCHAOUEN , w górach RIF - największe uprawy haszu :!: :!: :!: . Wszyscy w kraju przestrzegali aby się nie dać sprowokować , paru naszych już siedzi :cry: .
Odjeżdżamy z nad morza w kierunku gór , droga robi się kreta , widokowa lecz asfalt jest tragicznej jakości - baaaardzo śliski , świeci się jak psu ...
Dojeżdżamy do bardzo sympatycznego miasteczka w górach i tutaj juz poznajemy prawdziwe życie Maroka - naganiacze , handlarze , " pomocnicy", sami " hallomyfriendzi". Próbujemy zgodnie z obietnicami osób które były wcześniej w Maroku znaleźć supermarket z piwem i żarciem i tutaj zdziwienie - nic takiego nie istnieje . Trudno , wracamy do hoteliku na regionalne żarcie .
Obrazek

Obrazek
Następnego dnia jedziemy piękną , widokową drogą przez góry RIF do FEZu , kulturalnej stolicy Maroka . Mijamy małe miasteczka w górach , w jednej z miejscowości główna droga krajowa prowadzi środkiem wielkiego targowiska - kury , barany , stery owoców , niesamowity ruch i jazda 10km/h dziurawą , szutrową drogą :lol: . Mieliśmy na szczęście umówionego przewodnika po FEZie ,sporo spóźnieni po ciekawej drodze wpadamy do medyny , przebieramy się w 5 minut i biegiem zwiedzać miasto . Nie da się zwiedzić FEZu bez przewodnika ( no chyba że w ciągu tygodnia , gubiąc się setki razy :lol: ) , nie chcę czegoś pomieszać ale z tego co pamietam to ulice Medyny mają 50 km długości , znajduje się tam 80 000 sklepików . Najważniejsza jest farbiarnia znana ze zdjęć , filmów i artykułów w National Geographic , niesamowite wrażenie i smród . Uliczki mają swój niesamowity klimat . Znajduje się tam najstarszy Uniwersytet na Świecie ... Spędziliśmy w FEZie 5 godzin , zmęczeni ale zadowoleni jemy kolację z naszym przewodnikiem w fajnej , czystej knajpce . Generalnie FEZ jest super :!:
Obrazek

Obrazek
Obrazek

Obrazek
Następnego dnia jedziemy na południe , Sahara i MERZOUGA czeka :!:
Drogi w Maroku są niezłej jakości , ruch samochodów nasila się w pobliżu dużych miast i na wybrzeżu , pozostałe drogi są bardzo mało uczęszczane... Otwarte przestrzenie , piękne widoki towarzyszą nam cały czas . Wszędzie towarzyszy nam powszechna akceptacja i wielki szacunek dla motocyklistów - wciąż pamiętają o Dakarze ... Jedziemy białymi drogami drugiej kategorii ale ich stan nas pozytywnie zaskakuje , podobnie jak czasami ich oznakowanie ( to juz negatywnie ) - nikt nie zna "robaczków " :lol: . Ze względu na spokojne tempo jazdy robimy dziennie około 200 km , w połowie następnego dnia docieramy na SAHARĘ :!: .
Ale wielka piaskownica , wiekszość SAHARY nie jest piaszczysta lecz kamienista , czarna :!: . Rejon najwyższych wydm - ERG CHEBBI - to mekka motocyklistów . Niesamowite klimaty i przyjaźni ludzie ( nastawieni jednak na biznes ) . Napawamy oczy pięknymi widokami i mocno nakręceni postanawiamy zobaczyć zachód słońca z najwyższej wydmy - 150 m wysokosci :!: . Robi wrażenie
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Autor:  Konrad [ Śr lis 09, 2011 4:26 pm ]
Tytuł: 

Priekrasny wypad!!!!! :D

Autor:  Dobry [ Śr lis 09, 2011 6:28 pm ]
Tytuł: 

Grzesiu tylko pozazdrościć :lol: :lol:

Autor:  Medman [ Śr lis 09, 2011 11:14 pm ]
Tytuł: 

Chciałem jechać to niby miejsc nie było !!! A szczuć zdjęciami to pierwszy !! :D :D :D :D


Pozazdrościć !!!

Autor:  Gebels [ Cz lis 10, 2011 12:54 pm ]
Tytuł: 

rewelacja!!

Mógłbyś napisać coś o całkowitym koszcie?

Pozdrawiam

Autor:  Dukii [ Cz lis 10, 2011 1:13 pm ]
Tytuł: 

Już nie mogę doczekać się tych widoków... jeszcze 2,5 miesiąca :wink:
Super relacja Grzesiu!! ale mało zdjęć :P dawaj wiecej.. pogoda za oknem kiepska to chociaż na zdjecia popatrzymy :lol:

Autor:  Grzesiek [ Cz lis 10, 2011 1:39 pm ]
Tytuł: 

postaram się coś dalej naskrobać dzisiaj wieczorem :wink:

Autor:  JAQB [ Cz lis 10, 2011 5:09 pm ]
Tytuł: 

Ale nudy... i do domu daleko :oops: :wink:

Autor:  Grzesiek [ Cz lis 10, 2011 7:23 pm ]
Tytuł: 

No to cągniemy dalej ten nudny temat :wink: :lol:
Rano mocno zmęczeni po nocnej nasiadówce z przesympatycznymi Beduinami ( oni wszystko bardzo rozcieńczali , my tylko troszkę :lol: ) pakujemy się i dalej w drogę . Jeden z współbiesiadników zajmujący się organizacją wycieczek po Maroku miał mi rano dać namiar na fajny Riad prowadzony przez Angielkę ale chyba nie dał rady rano wstać :wink: :lol: .
INSALLAH = jak Bóg da , mawiają tubylcy . Jemu nie dał wstać ...
Ze smutkiem ( nomen omen :lol: ) opuszczamy Merzougę z pięknymi wydmami , jeszcze jeden przelot do potężnej wydmy i kamienistą hamadą wyjeżdżamy na drogę biegnącą przez kamienną SAHARĘ
Obrazek.
Po kilkudziesięciu kilometrach dojeżdżamy do osady Nomadów na skraju pustyni którzy zajmują się kopaniem studni i wydobywaniem wody na swoje potrzeby . Całe rodziny mieszkają w namiotach , za nimi w tle setki dawno nieczynnych , wykopanych studni . Fajnie to wygląda ale też troszkę atrakcja dla turystów . Przy dźwiękach ichniejszej "muzyki" pijemy wszędzie serwowaną "Berber Whiskey " - słodką miętową herbatkę . Po tym whiskey nigdy nie ma kaca , chyba najwyżej sraczka ...
Obrazek

Obrazek
Jedziemy dalej skrajem pustyni w kierunku jednej z największych atrakcji Maroka - przepięknego wąwozu Dades . Zdjęcia mówią za siebie , my przejechaliśmy tylko część wąwozu , ok 25 km .

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Wieczorem docieramy do QUARZAZATE , próbujemy znaleźć Riad prowadzony przez Angielkę , udaje się - po łyku piwa przypominam sobie jego nazwę :!: - niestety nie ma wolnych miejsc :!: Dobre miejscówki są na całym Świecie okupowane ... Znajdujemy najtańszy hotelik na tym wypadzie - 6 euraków za osobę i idziemy spać . Bez pościeli , Jurek za mocno negocjował :wink: .
Nazajutrz jedziemy do najsławniejszej kazby w Maroku - Ben el Haddou - znanej z Gladiatora , Lawrenca z Arabii i innych . Niestety pogoda się skiepściła , zachmurzyło się , nie było słońca i znana z pocztówek " złota kazba " była brunatna ... :cry:
Obrazek

Obrazek
Jedziemy przez okolicę ANTYATLASU , pustymi , dzikimi drogami docieramy do ostatniej , większej miejscowości przed wjazdem w ANTYATLAS . Rano kolega serwuje nam zajebiste śniadanie - JAJECZNICĘ - wreszcie coś normalnego :!: , pyszna z cebulką ... Ruszamy na podbój ANTYATLASU . Coś pięknego , dziko , pusto pięknie ... Niesamowite przestrzenie , przez 5-6 godzin jazdy mijamy ok 10 samochodów i parę wiosek . Numer 2 w MAROKU :!: :!: :!: Zdjęcia mówią za siebie...
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Autor:  Grzesiek [ Pt lis 11, 2011 11:10 am ]
Tytuł: 

Po dzikich i pięknych górach ANTYATLASU dojeżdżamy do TIZNITu , miasta słynącego ze srebrnych wyrobów Berberyjskich . Na dzień dzisiejszy niewiele z tego zostało , kiedyś ponoć było sporo zakładów rzemieślniczych , my znaleźliśmy tylko trzy ... Samo miasto nie ciekawe , jedziemy nad Ocean i szukamy noclegu przy plaży. Na drugi dzień planowaliśmy trochę odpocząć na plaży , troszkę popływać , poopalać się - ósmy dzień podróży - po południu krótki przelot do TAROUDANT )( skąd mamy wyruszyć przez TIZI-N-TEST najtrudniejszą przełęcz w ATLASIE do MARRAKESZU . Rano okazuje się , że niebo jest zachmurzone , plaża taka sobie , dzielimy się na dwie grupy . Jedna jedzie na południe sprawdzić plaże w SIDI IFNI , druga udaje się do TIZNITU dokończyć zakupy u rzemieślników , a następnie ma bardzo ważne zadanie uzupełnić kończące się zapasy alkoholu w AGADIRZE i wspólny nocleg w TAROUDANT . Plaża okazuje się być bajeczną i jeżeli ktoś chce zobaczyć Marokańskie wybrzeże to tylko na południu . Mnie przypadł w udziale wyjazd do AGADIRU . Horror , ruch , wrzask , setki pensjonatów i hoteli , do centrum handlowego jechaliśmy przez miasto ok 30 km :!: . Tragedia , i tak spędzają wczasy w Maroku klienci biur turystycznych , 0 pojęcia o prawdziwym Maroku , sama komercja i komercja . Nocleg w kazbie poza miastem przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania , rewelacja . Czyściutko , super żarcie , basenik - managerem jest Marokańczyk który przez kilkanaście lat prowadził Hotel w Irlandii .
Obrazek

Obrazek

Obrazek
Rano po śniadanku ruszamy na podbój ATLASU :lol: . Po przejechaniu kilkunastu zakrętów pojawiają się piękne widoki . Przystajemy na chwilę , robimy zdjęcia , co niektórzy piją wczoraj zakupione piwko i ruszamy dalej. Wyjeżdżam na drogę i kontem oka widzę pędzącego z góry starego rupiecia - nie wiem nawet co to było - gość tnie zakręty i wali moim pasem ... Chłopaki mówią , że z tyłu wyglądało to nieciekawie , jakimś cudem rzuciłem motocykl w kierunku barier i prawie się o niego otarłem . Zaczął z piskiem hamować ale zatrzymał się ponoć za następnym winklem ... Uff wiedzieliśmy że to najtrudniejsza przełęcz ale żeby tak od razu ...
Droga pnie się wąskimi wstążeczkami do góry , od czasu do czasu pojawia się szuterek na drodze i piękne widoki . W wyższych partiach chmurzy się i wieje , ubieramy kondoniki . Napawamy oczy pięknymi widokami i wjeżdżamy na przełęcz , zimno i strasznie wieje . W towarzystwie dwóch kotków grzejących się przy kominku pijemy rewelacyjną kawkę , kontemplujemy widoki i sama świadomość że jesteśmy niedaleko Toubkala - 4670 m uświadamia nam potęgę tych gór . Zjeżdżamy w kierunku MARRAKECHu i postanawiamy znaleźć nocleg jak najbliżej Toubkala . Wjeżdżamy do wioski leżącej na 2000 m piękną doliną . Widok majestatycznego Toubkala jest piekny , niestety widoczność psują nam chmury .
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
aha zapomniałem wcześniej załączyć zdjęcie - drogowskaz w ANTYATLASIE :
Obrazek
Rano we wspaniałej scenerii gór ruszamy do MARRAKECHU . O dziwo bez większych problemów trafiamy w pobliże Riadu w którym mamy zarezerwowany nocleg . Ponieważ tradycyjnie nocleg mamy w starej części miasta , w Medynie ze względu na wąziutkie uliczki i zakamarki nie jesteśmy w stanie dojechać pod sam Riad . Natychmiast znajduje się " hellomyfriend" na komarku , oferuje swoją pomoc , to już nie daleko . Jedziemy za nim , ten skurczybyk robi nam prawie półgodzinna wycieczkę motocyklami po Medynie , pomiędzy straganami , tłumem ludzi , w wąskich na 2 m uliczkach którymi pod katem prostym skrecamy raz w prawo raz w lewo . Objuczone motocykle w tych uliczkach robia wrażenie , u niektórych widać przerażenie w oczach . Najbardziej zdziwione są osiołki z którymi musimy się wyminąć . Taki sobie folklor , myślałem że go zatłukę , w pewnym momencie podjeżdżamy pod szkołę , wypada z niej tłum dzieci , podbiegają do nas i wskakują na boczne kufry , tank bag . Ja pierdzielę , ciężko jest utrzymać motocykl z kilkunastoma pasażerami :wink: :lol: .
Dla mnie osobiście MARRAKECH to jeden wielki syf , ale może w tym jest jego urok ... Dość oryginalne powitanie sprawił nam młody człowiek trzepiąc sobie przy nas gruchę :wink: . Na głównej ulicy Medyny , prawie w południe pokazywał czym go natura obdarzyła ... Medyna Marrakeska jak wszystkie inne pełna sklepików , naganiaczy , ludzi . Sam plac na którym od czasu do czasu odbywają się koncerty , a codziennie występy tubylców , małpy , kobry ...
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Z MARRAKECHU jedziemy w kierunku Oceanu do ESSAOUIRY , podobno jednego z najpiekniejszych miast na wybrzeżu . Dla mnie takie sobie ... Przed ESSAOUIRĄ fajny obrazek - kozy na drzewach , tutaj produkuje się olejek arganowy .
Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek
Nocleg znajdujemy w znanej z hodowli ostryg QUALIDZIE . Apartamenty przy plaży , fajny widoczek .
Następny dzień to zgodnie z przewidywaniami nudny przelot wzdłuż wybrzeża , nie wjeżdżamy do CASABLANKI ( część ludzi pojechała obejrzeć meczet , poza nim nic nie ma , wielkie , zatłoczone miasto portowe ) . Wjeżdżamy do RABATU i SALE - wrzask ,ścisk , walka o życie na drodze , spierniczamy w podskokach ... Sahara i góry to jest prawdziwe Maroko ...
Na nocleg zatrzymujemy się w ładnym miasteczku ASSILAH z widocznymi wpływami portugalskimi . Czysto i schludnie ... Rano jedziemy do Tangeru , chcemy zobaczyć to sławne miasto ale okazuje się że prom pływa z TANGER MED który oddalony jest o ok. 50 km . Dzida na prom , szybka odprawa paszportowa przy pomocy kolejnego "hellomyfrienda" , później stres bo coś nie tak z biletami promowymi - wszystko było ok tylko leniwce nie popatrzyły na kod przewoźnika - nie pasował in nr. rezerwacji . Jako ostatni wjeżdżam na prom 10 minut po planowanym wypłynięciu :lol: .
Skończyła się fajna przygoda , szkoda ... Na promie kładziemy się na rufie i w promieniach słońca patrzymy tęsknym wzrokiem za siebie ....
Wszyscy już to wiedzą , chcemy tu wrócić ....

Reasumując :
przejechaliśmy ok 3500km
najbardziej podobało nam się prawdziwe Maroko - Sahara oraz góry Antyatlasu i Atlasu , z miast trzeba zobaczyć Fez i Marrakech . Wybrzeże pokazywane turystom - NIE :!:
koszty wyjazdu ok 1100 Euro + 550 E samolot i transport motocykli
po rozmowach z chłopakami w Merzoudze najlepszy okres na wyjazd to październik , na wiosnę w górach leży śnieg ( przełęcze zamkniete od X-V)
WARTO , NAPRAWDĘ WARTO ....
Obrazek

Autor:  olo [ Pt lis 11, 2011 1:19 pm ]
Tytuł: 

już chyba nigdy nie pojadę na żadną wyciczkę z biura podróży :)
gratuluję wyjazdu

Autor:  Przemek [ Pt lis 11, 2011 6:01 pm ]
Tytuł: 

:?

Autor:  Gebels [ So lis 12, 2011 9:30 am ]
Tytuł: 

super wycieczka w koło komina ;)

no i za takie pieniądze?
Naprawdę SUPER!
Pozazdrościć i planować!

Autor:  Kuba-car [ N lis 13, 2011 1:43 am ]
Tytuł: 

Ech..te plaże....tzn.Sahara :wink:
Gratuluję wakacji 8)

Autor:  Leszek [ N lis 13, 2011 6:37 pm ]
Tytuł: 

Miło patrzeć że szczęśliwie objechaliście Maroko , pozostawiając wspomnienia do których warto wracać Pozdrawiam Leszek i Terenia

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
https://www.phpbb.com/