Cześć,
Potrzebuję opinii, może ktoś coś doradzi, bo ja nie mam pomysłu. Honda Varadero 1000, 2001 r., przebieg 50.000 km.
Po kilku minutach postoju zaczął się uruchamiać wentylator chłodnicy, a potem obroty spadły gdzieś o połowę (z ok. 1.200 obr/min na ok 700/800 obr/min) po czym po kilku sekundach silnik zgasł. Odpaliłem, znowu trzymał obroty przez kilka sekund i ponownie ten sam objaw – najpierw utrata połowy obrotów, potem całkiem zgasł. Kolejne próby odpalenia nic nie dały i słychać było że rozrusznik kręci coraz słabiej, aż ostatecznie nie był w stanie zakręcić w ogóle. Wyglądało jakbym rozładował w ten sposób akumulator. W miedzy czasie wyzerowały się liczniki przebiegu dziennego + zegar. Po 40 mim uznałem, że spróbuję raz jeszcze – odpaliła od strzała, bez żadnych problemów. Tego dnia zrobiłem trasę do domu (ok. 100 km) i nic więcej takiego się nie przydarzyło. Żadnego przebierania w obrotach, wszystko w normie.
W domu zostawiłem moto odpalone na wolnych obrotach, żeby odwzorować sytuację – normalnie załączył się wentylator, silnik nie zgasł, obroty równiutko 1200 obr/min, nic się nie działo a czekałem chyba z 25 min.
Następnego dnia odpaliła bez problemu, od razu. Kolejnego tak samo.
Kable przy aku porządnie przykręcone, masa na silniku tak samo. Akumulator w stanie spoczynku napięcie 12,85 V, ładowanie przy 5.000 obr./min ok. 13,5-14 V więc w miarę w normie. W chwili zakręcenia rozrusznikiem napięcie spada na ułamek do 10/10,5V i od razu potem ładuje, więc też ok. Kable od regulatora bez widocznych przegrzań, kostki całe, nienadpalone.
Zrobiłem w tym sezonie ok 8.000 km i to pierwszy taki problem i zastanawiam się czy rzeczywiście mimo wszystko aku do wymiany.
Wydaje mi się, że to jeśli już to problem z elektryką, ale może nie....? Nie mam przy tym innego pomysłu..
Z góry dzięki za mądre podpowiedzi!